Dziecko w obiektywie i mój przepis na udaną sesję zdjęciową z niemowlęciem w roli głównej

Dziecko w obiektywie i mój przepis na udaną sesję zdjęciową z niemowlęciem w roli głównej

Masz dziecko, aparat, tło, ale nie wiesz od czego zacząć? Zdarzyło Ci się pstryknąć w nieodpowiednim momencie? Zapewne zastanawiasz się, po co właściwie robić zdjęcia samemu, skoro może je wykonać profesjonalny fotograf w studiu? Przeczytaj moją historię i sprawdź, jakie wskazówki mam dla amatorów fotografii dziecięcej, czyli nas, rodziców.

Kilka dni temu Julka skończyła pół roku. Świetna okazja do pamiątkowych zdjęć –  pomyślałam. W internetach dwoi się i troi od dziecięcych sesji, podczas których maluszki ubrane w cudaczne szmatki śpią w najlepsze lub leżą spokojnie, wyciągając rączki do aparatu. Chcąc uwiecznić te piękne chwile zdecydowałam, że zamiast skorzystać z usług profesjonalnego fotografa, sama zrobię zdjęcia. Zapewne z przyjemnością będę na nie patrzeć w przyszłości, kiedy moje dziecko podczas wiecznie trwającego buntu dwulatka będzie awanturowało się o większe kieszonkowe. Wtedy  powspominam sobie czasy, gdy było jeszcze grzeczne i milutkie, a jedynymi słowami, które umiało wypowiedzieć było łoo, łaba i niania.

Dorosła modelka musi się napracować nad idealnym ujęciem, wybrać odpowiednią pozę i minę. Ta kilkuletnia cały czas biega zainteresowana wszystkim dookoła, tylko nie aparatem. Za to kilkumiesięczne dziecko jest wygodnym obiektem do sfotografowania. Zawsze wychodzi ślicznie na zdjęciach, więc o minę nie trzeba się martwić, a co najważniejsze nie chodzi, nie biega, nie skacze, nie ucieka, po prostu leży. Easy peasy! W głowie ułożyłam więc krótki plan sesji i oczami wyobraźni zobaczyłam doskonały efekt końcowy, godny pozazdroszczenia przez największych fachowców z branży fotograficznej.

Z takim właśnie przekonaniem kładę moją modelkę na łóżku, a obok niej tabliczkę z informacją o jej wieku, wadze i wzroście. Polecam ten patent jeśli tak, jak ja posiadasz pamieć absolutną, czyli o ważnych liczbach pamiętasz absolutnie krótko. Ja już teraz muszę przypominać sobie jej wzrost i wagę urodzeniową, oglądając zdjęcia w telefonie z porodówki, co by nie dać się zaskoczyć na spacerze, pytaniem innej matki o te cyferki. Tak wiem, perfect mum pamięta o tym całe życie. No cóż, najwidoczniej idealna nie jestem. Planuję wytatuować sobie za niedługo  te informacje, wtedy będę je mieć zawsze przy sobie. Jeszcze nie wiem gdzie,  ale zdecydowanie musi to być łatwo dostępne miejsce, gdzie szybko będę mogła rzucić okiem w razie ‚w’.  Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy przy minus 20 będę popierdzielać w kożuchu (sztucznym ma się rozumieć) z trzema dodatkowymi warstwami pod spodem i nagle padnie to magiczne pytanie, a ja będę miała ukryte te dane na przykład na lędźwiach  Nie jestem pewna, czy wtedy bardziej żałowałby pytający, że zadał mi tyle trudu w udzieleniu poprawnej odpowiedzi, czy ja sama, że nie wytatuowałam sobie tego na czole. Póki co, w takich chwilach będę się ratować galerią w smartphonie. Chwała wynalazkom techniki! 🙂

My tu gadu gadu, a moja modelka leży i paCZy. Wydaje się być bardzo zainteresowana, co matka nabazgroliła na tej tablicy. Zupełnie jakby umiała już czytać. I zanim fotograf dnia (czytaj ja ;-)) bierze do ręki aparat, ona niezdarnie przekręca się na brzuszek i z wielkim zapałem zmazuje wszystkie literki. Poddaję się, choć nie przejmuję tym zbytnio, bo mam w zanadrzu jeszcze inne pomysły. Uśmiecham się więc szyderczo, dając tym samym znak mojej małej bestii, że nie udało jej się mnie przechytrzyć (czy ona w ogóle już rozumie mimikę mojej twarzy?) Wyciągam balon i mam wielką nadzieję, że tym razem pójdzie dużo łatwiej. Podaję jej go i zauważam chochliki w malutkich oczkach. Na jego widok ekscytuje się, jak mama, gdy widzi słońce w trakcie angielskiego lata. Macha rączkami na wszystkie strony, nieustannie zakrywając balonem swoją uroczą buzię. Niemożliwością jest zrobienie zdjęcia idealnego, a raczej jakiegokolwiek, na którym będzie widać, że to właśnie Dzidziulka, a nie pożyczone dziecko. Chcąc zwrócić na siebie jej uwagę zaczynam śpiewać. Niestety nie przynosi to pożądanych efektów i kiedy po raz enty z moich ust leci „Pszczółka Maja”, orientuję się, że to już nie wersja Wodeckiego, od której zaczęłam swój performance. Niepostrzeżenie kontrolę mojego wokalu przejmuje zespół Akcent! To znak, że niezwłocznie należy przerwać tą farsę. Uff jak gorąco! Zgrzałam się niemiłosiernie, więc zdejmuję pajaca… Julce ma się rozumieć i biorę głęboki oddech. Ostatnia szansa. Element numer trzy, a mianowicie lampki cotton balls ułożone w 6 zapłonęły przytłumionym blaskiem. Zrobiło się nastrojowo, a dla mojej córki… bojowo. Owinęła się łańcuchem światełek i wygląda, jak żołnierz z okopu z pasem amunicji na plecach. Zrezygnowana zwijam cały świecący arsenał, żeby nie przekonała się, jak prąd kopie, bo inaczej mi nakopie jej tatuś do d**y . Chronię więc córkę i tym samym moje cztery litery, ale ona zamiast się cieszyć, że ma taką kochającą i troskliwą mamę, zanosi się płaczem. Wow! Nie wiedziałam, że aż tak głośno potrafi! Nie będąc pewna, czy jest to spowodowane głodem, czy tym, że zwinęłam niebezpieczne zabawki (oj niedomyślna ja!), zamykam swój fotograficzny biznes.

Wprawdzie nie udało mi się zrobić zdjęcia, które oprawiłabym w ramkę, ale to nie znaczy, że ten czas poszedł na marne. Wręcz przeciwnie, na pamiątkę mamy fotografie, za którymi kryje się nasza własna historia. Przeżyłyśmy radosne chwile razem (zapomnijmy o nic nieznaczącym incydencie końcowym), o których będę opowiadać córce w przyszłości.

To doświadczenie było dla mnie niczym lekcja życia, bo wiele z niego wyniosłam. A ponieważ egoistką nie jestem i lubię się dzielić, to teraz chętnie zdradzę Ci mój przepis na udaną sesję fotograficzną z niemowlakiem w roli głównej:

  1. Niczego nie planuj.  Najprawdopodobniej i tak wszystko potoczy się własnym tempem i zupełnie inaczej niż wynikało z Twoich początkowych założeń.
  2. Miej na uwadze, że Twoje dziecko jest szybsze i sprytniejsze niż myślisz, i w kilka sekund jest w stanie zrobić więcej niż Ci się wydaje.
  3. Pamiętaj, że nie ważny jest efekt końcowy, bo za każdym zdjęciem, bez względu na to, czy zadowalającym Cię, czy nie, kryje się WASZA wspólna historia.

 

 



18 thoughts on “Dziecko w obiektywie i mój przepis na udaną sesję zdjęciową z niemowlęciem w roli głównej”

  • Dzieci to naj..naj..naj wdzięczniejszy obiekt do fotografi. Zdjęciowe dziecka nawet gdy fotograf jest amatorem ma w sako w sobie całą historie. Moment z życia małej istoty, emocje, oczy .. dzieci mają takie niesamowite szczere nieudawane spojrzenia. Uwielbiam

    • Dziękuje 🙂 zapewne któreś z nich finalnie i tak znajdzie się w ramce. Patrząc na nie będę z uśmiechem wspominać naszą sesję 🙂

  • Przeurocze zdjęcia 🙂

    Moja miała różne fazy. Jako niemowlę była łatwa do sfotografowania. Gdy zaczęła chodzić, zaczął się armagedon. Teraz ma trzy lata i rozumie, czym jest aparat, więc sama zaczyna pozować. Aczkolwiek na wszelkich imprezach – typu wesela, komunie – pojawia się jeden motyw. Podchodzi do nas fotograf i skarży się: „macie prześliczną córkę, chciałbym jej zrobić parę zdjęć, ale za cholerę nie mogę za nią nadążyć” :))

    A już wracając do Twojego wpisu – bardzo cenne rady.

    • Dziękuję za miłe słowa. Domyślam się własnie, że za kilka lat mogę nie nadążyć za moją małą modelką. Będę sobie chyba musiała kupić wrotki haha 🙂

  • Znam te perypetie i ja….:):):) Ja taką mini-sesję robię po każdym skończonym miesiącu. Łatwo nie jest, ale te zdjęcia są dla mnie najpiękniejsze w całej swej niedoskonałości. Są takie prawdziwe i takie nasze. Mimo trudności warto próbować 🙂

  • Ja trenuje fotografowanie dzieci (głównie własnych) od dawna. Doszłam do wniosku, że czas jest najlepszym sposobem na udane fotografie. Czas Twój i czas, który spędzicie razem. Poza tym z czasem i moi modele nauczyli się zachowywać się po prostu naturalnie przed obiektywem, bez min, bez chowania się. I takie zdjęcia są wspaniałe i stanowią dla nas samych doskonała pamiątkę.

    • Zapewne dzieci z czasem nabierają śmiałości i za kilka lat bede miala w domu mała modelke haha 😉 masz rację takie zdjęcia to pamiatka zarówno dla rodziców jak i dla dzieci.

  • Hoho, sesja niemowlęca rzeczywiście do prostych nie należy. Jako fotograf Często pracuję z różnymi dziećmi i… muszę przyznać, że chwilami wręcz opadam z sił. Co się człowiek namacha i nagimnastykuje , by te kilka ujęć było takich, jak powinno 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *