Jedz, trenuj i chudnij. Do it with Klaudia Szczęsna – Rzepecka!

Jedz, trenuj i chudnij. Do it with Klaudia Szczęsna – Rzepecka!

Trenerka i motywatorka tysięcy kobiet, finalistka Mistrzostw Polski w Fitness i mama trójki dzieci zarazem, Klaudia Szczęsna- Rzepecka zdradza, jak ćwiczyć i co jeść, by szybko uzyskać pożądaną formę po ciąży, jak uniknąć świątecznego obżarstwa i co zrobić, żeby zamienić pasję w pracę. Zapraszam na mocno inspirujący wywiad z wyjątkową kobietą.

______________

 

W mediach mówi się o Tobie crossfit mama. Skąd u Ciebie zamiłowanie do crossfitu?

Wszystko zaczęło się od mojego męża Darka. Ćwiczyłam fitness na siłowni, na której prowadził zajęcia.  Gdy dowiedziałam się, że jakiś facet robi niezły wycisk, po którym dosłownie się wymiotuje, to bardzo chciałam zobaczyć, kto to jest. Z ciekawości i chęci uzyskania lepszych efektów poszłam do niego na trening. Darek był jednym z pierwszych trenerów w Sosnowcu, który przyniósł cross z Londynu. Tak właśnie pojawił się crossfit u nas w klubie.

Czy ten rodzaj aktywności polecasz kobietom, które chcą wrócić do formy po ciąży? Jakie są zalety crossfitu?

Crossfit jest treningiem bardzo krótkim, intensywnym, idealnym dla mam. Mówi się, że  crossfit jest treningiem kontuzyjnym, ale ja uważam, że robiony z głową, jest tak samo kontuzyjny, jak każdy inny sport. Na zajęciach, które ja prowadziłam, jak również tych, w których sama brałam udział, nie zdarzyła się nigdy żadna kontuzja przez tyle lat. Z dobrym trenerem nie ma się co martwić, że ktoś sobie zrobi krzywdę. Crossfit po ciąży bardzo mnie wzmocnił, przestały mnie boleć plecy. Wzmocniłam  cały core i to jest bardzofajne, bo jak wiadomo, mamy mają problemy z plecami.  Przez to, że jest to bardzo krótki trening, maksymalnie napędza metabolizm i rzeźbi ciało, dodaje energii, poprawia się napięcie skóry, wydzielają się endorfiny. Same plusy.  Każda mama powinna jednak zacząć ćwiczyć po upłynięciu odpowiedniego czasu po porodzie. Ja zaczęłam praktycznie dwa tygodnie po porodzie, a sześć tygodni po połogu wróciłam na salę, ale każda kobieta jest inna i każda może wrócić do aktywności fizycznej w innym czasie. Dlatego najlepiej jest skonsultować to z lekarzem lub trenerem personalnym.

Nie każda mama może sobie pozwolić na długie treningi na siłowni, co więc proponujesz dziewczynom, które z różnych względów muszą ograniczyć się do krótkich treningów w domu?

Na swój FP regularnie wrzucam treningi do robienia w domu. W klubie wygląda to trochę inaczej, ponieważ ćwiczy się z większymi ciężarami zewnętrznymi. Z czasem jednak, jak dziewczyny dochodzą do wprawy, po kilku miesiącach ćwiczeń, dokładają sobie obciążeń, ćwicząc w domu. Kupują na przykład kettle, które są najlepsze, bo zajmują najmniej miejsca i efekty mają świetne. Oczywiście dobór obciążenia najlepiej skonsultować ze swoim  trenerem. Dziewczyny, które współpracują ze mną online, wysyłają mi filmiki i zdjęcia, a ja obserwuję, jak ćwiczą i sprawdzam ich postępy.

Sama kiedyś próbowałaś uporać się z pociążowymi kilogramami. Widać udało Ci się. Urodziłaś troje dzieci i dziś jesteś w świetnej formie. Jak tego dokonałaś i ile czasu Ci to zajęło?

Tak naprawdę, to crossfit dał mi formę życia. Gdy chodziłam na treningi, to nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy dziś będę ćwiczyć brzuch, czy nogi. Nie ćwiczyłam konkretnych partii mięśniowych. Wiedziałam, że trenując w taki sposób, ciało zrobi się przy okazji, a ja chciałam tam sprawdzić siebie. Trenowałam przesadnie, miałam przerost formy nad treścią. Wszystko na maxa, musiałam wygrać każdego woda. Zawsze dawałam z siebie sto procent. W rezultacie zajechałam swój układ nerwowy i później zaczęłam ćwiczyć z głową. Six-pack na brzuchu pojawił się osiem miesięcy po trzeciej ciąży, w której nawiasem mówiąc, przytyłam najwięcej. Nigdy wcześniej go nie miałam, nigdy nie robiłam go celowo. To dzięki ćwiczeniom z dużymi obciążeniami, bo zwykłe brzuszki nie dają takich rezultatów.

Następnie był okres przygotowywań do zawodów sylwetkowych, do których namówił mnie Darek.  Mówił, że mam świetną genetykę, więc mogłabym to wykorzystać. Okazało się, że faktycznie proporcje są super, z tym że w crossficie barki nie wyrabiają się tak, jak powinny. Całe ciało było w porządku, ale barki miałam najsłabsze. W crossficie nie ma ćwiczeń izolowanych. Tu pracuje całe ciało i używa się wolnych ciężarów, żadnych maszyn. Właściwie to ty sam jesteś maszyną, a zamiast sztangi można podnosić na przykład worek. Ja jednak musiałam bardziej pracować nad rękami i wprowadziłam izolowane ćwiczenia na biceps, triceps, barki, nogi.

Jako trener personalny często podkreślasz, że dieta to podstawa i żeby schudnąć, trzeba jeść. Jak wyglądają Twoje posiłki?

Ważne jest, żeby jeść, jak się chce schudnąć. Nie głodzić się nigdy w życiu. Człowiek myśli, że jak nie je, to schudnie, ale nie o to chodzi. Trzeba jeść odpowiednio, bo inaczej schudniemy, ale polecimy z mięśni i za chwilę zaczniemy normalnie jeść, a potem przytyjemy dwa razy tyle.

Ja jem cztery lub pięć razy dziennie, zależy jak mi się dzień potoczy. Jeśli cztery, to pozwalam sobie na trochę większe porcje. Najczęściej są to trzy główne posiłki i dwie lżejsze przekąski. W każdym posiłku staram się mieć coś białkowego. Jeżeli nie trenuję wieczorem, to nie jem węglowodanów na noc. Wtedy schodzi mi woda i czuję się fantastycznie, aczkolwiek jak robię trening wieczorem, to jem trochę węgli. Znam swój organizm i wiem, co i jak zrobić, żeby mu było dobrze. Ostatni posiłek jem godzinę, a czasem trzy godziny przed snem. Dostosowuję się do treningów i wsłuchuję w organizm.

Panuje stereotyp, że menu osób, które dbają o sylwetkę, składa się głównie z ryżu i kurczaka. Czy Twoja dieta opiera się na tych produktach?

Jak już mówiłam, najlepszą formę zrobiłam crossfitem, jadłam zdrowo, ale nie jadłam ryżu i kurczaka na okrągło. Fakt, że często się zdarzał, bo rzeczywiście najłatwiej mi to wziąć do pracy. Najgorszy okres to był czas zawodów. Szczerze mówiąc, chyba mi się głowa zepsuła od jedzenia w kółko tego samego przez parę miesięcy. Do tej pory łapię się na tym, że myślę cały czas o jedzeniu. Zawody to jednak zupełnie inny temat. Na co dzień staram się urozmaicać swoje posiłki.

Jak się odżywiasz w czasie świąt, imprez i rodzinnych uroczystości, kiedy stoły uginają się od różnych pyszności? Jest coś, czego starasz się unikać?

Próbuję wszystkiego, tylko w mniejszych ilościach. Ograniczam sobie węglowodany, więc jeśli wiem, że będę jadła ciasto, to biorę na przykład jednego ziemniaczka. Staram się, żeby balans był zachowany. Wiadomo, że wtedy na pewno zjem więcej, ale nie straci się figury przez jedną noc. Można sobie podjeść, ale jestem świadoma, że jak człowiek zje dużą porcję, to mu rozsadza żołądek i źle się czuje. Unikam więc przejedzenia. Zazwyczaj wszystkiego próbuje po trochu i cały wieczór jem normalnie.

Czy na chwile spędzone w podróży przygotowujesz sobie specjalne posiłki? Jak one wyglądają?

Wszystko zależy od czasu jej trwania. Jeśli spędzam w podróży tyle czasu, że muszę mieć  trzy posiłki, to zabieram ze sobą zdrową kanapkę, mojego ulubionego omleta i normalny obiad. A jak wiem,  że może być problem ze zjedzeniem obiadu widelcem, to biorę dwa omlety i kanapkę. Zawsze jest to, coś pysznego i zdrowego.

Cały czas jesteś aktywna, osiągasz nowe cele i stawiasz sobie kolejne wyzwania, a przy tym jesteś mamą oraz żoną. Jak godzisz to wszystko? Jak organizujesz swój czas?

Nie pracuję na etacie i czasami nie wiem, co jest lepsze. Etat wymusza na tobie pewną zasadę – idziesz rano, wracasz i potem sobie układasz resztę. Ja, żeby odbić się od dna i zacząć zarabiać, przez dwa lata musiałam pracować rano i wieczorem, potem obiad i trochę czasu spędzałam z dziećmi. Moja mama mi pomagała i czasami kładła dzieci spać. Było to bardzo ciężkie. Obiecałam wtedy sobie i dzieciom, że tak będzie maksymalnie rok i po tym czasie już nie będę pracowała późnymi godzinami. Obecnie ograniczyłam praktycznie do minimum pracę wieczorami. Pracuję po dwie, trzy godziny rano, a potem robię swój trening. Staram się nie pracować, jak dzieci są w domu. Nie do końca jest to realne, bo czasami muszę poświęcić się pracy w godzinach wieczornych, najczęściej w poniedziałki i środy. Zdarza się również, że zamiast rano, pozwalam sobie na trening wieczorem.

Wielokrotnie na swoim fanpage’u podkreślasz, że kochasz to, co robisz. Jaki jest Twój przepis na zmianę pasji w pracę?

Najpierw trzeba odkryć to, co się lubi, bo niektórzy ludzie nawet nie wiedzą, jakie mają pasje i zdolności. A jak się to odkryje, to należy robić wszystko w tym kierunku, żeby pracować z pasją. Ja być może miałam trochę łatwiej, bo wszystko straciłam i musiałam zacząć coś robić, ale są ludzie, którzy rzucają pracę w firmie na rzecz swoich pasji. Wiele odważnych osób do mnie pisze, że porzuciły pracę na etacie, by założyć swój biznes i pracować na swoje konto. Jestem pod ich wrażeniem.  Dużo kobiet uważa, że do zrobienia tego kroku, byłam ich inspiracją. To jest dla mnie wielki sukces. Najważniejsze jest więc, żeby odkryć to w sobie i za tym podążać, co wcale nie będzie łatwe, bo inni ludzie będą się pukali w głowę, że zamiast bezpiecznego etatu wybieramy pracę zgodną z naszymi pasjami. U mnie też tak było. Niektórzy mówili, że jestem nienormalna, a ja pracując, kiedy chcę i ile chcę, w dodatku robiąc to, co lubię, zarabiam. Być może nie są to kokosy, ale ja jestem zadowolona.

Jesteś silną, upartą kobietą. Czy mimo to miewasz gorsze dni? Jak wtedy się motywujesz?

Jak nie miałam żadnego konkretnego celu sportowego, żadnych zawodów, to mi się nic nie chciało. Robiłam trening, bo wiedziałam, że po nim będę się lepiej czuła, więc się zmuszałam. To trwało kilka miesięcy. Niedawno poczułam, że chcę spróbować swoich sił w triatlonie, w związku z czym regularnie trenuję i uczę się dobrze pływać kraulem, pod czujnym okiem świetnej trenerki. Postępy są naprawdę duże. Czuję wodę, nabieram kondycji pływackiej. Zdecydowanie łatwiej mi się zmotywować, jak mam postawiony przed sobą cel, który chcę osiągnąć.

Jakie masz słabości lub złe nawyki, które chciałabyś zmienić?

Spóźniam się, ale walczę z tym. W dodatku jestem niezorganizowana, ale zależy w czym. Jeśli chodzi o sport, trening, dzieci, obiad, to tu mam wszystko poukładane. Na co dzień wszystko sobie ułożę. Ja jednak mam dużo innych rzeczy na głowie- fanpage, korespondencja mailowa, spotkania. W organizacji tego wszystkiego strasznie się gubię. Zapisuję sobie, co i kiedy muszę zrobić, a z czasem i tak zapominam. Ostatnio dostałam kalendarz od znajomej, więc mam nadzieję, że mi on pomoże. Już sobie tam zapisuję terminy wizyt i spotkań, ale przyłapuje się na tym, że i tak nie wiem gdzie, co zapisałam, szukam, i wciąż się gubię. Może powinnam iść na szkolenie z organizacji? (śmiech:-))

Czy zdążyłaś zarazić swoje dzieci zamiłowaniem do sportu i mówisz zdecydowane „nie” zwolnieniom z wf-u?

Oczywiście, że tak. Razem z Darkiem braliśmy nawet aktywny udział w tej akcji i prowadziliśmy trening u mojego syna w szkole. Teraz chcemy do tego wrócić, aktywizować dzieciaki w naszym mieście i robić takie akcje raz w miesiącu, w przedszkolach i szkołach. Zobaczymy, jak to się potoczy. Jeśli chodzi o moje dzieci, to dziewczynki są bardzo żywe. Syn do czwartej klasy trenował capoeirę i tenisa, a w piątej ćwiczył z nami crossfit. Ostatnio jednak ma inne priorytety, co u dzieci w jego wieku jest zupełnie normalne, dlatego, jako kochająca i rozumiejąca mama poczekam na niego. Uważam, że aktywność fizyczna to higiena osobista, wiec cały czas staram się, żeby wśród naszych codziennych czynności, było trochę ruchu dla zdrowia.

Co jako mama powiedziałabyś kobietom, które po urodzeniu dziecka, odsunęły siebie i swoje pasje na drugi plan?

Jeżeli to jest taki okres w ich życiu i czują się z tym dobrze, są spełnione i wiedzą, że to jest ten czas i ich droga, to nie widzę w tym nic złego. Są mamy, które parę miesięcy, pół roku, rok poświęcają się dziecku i tylko to widzą. Fakt, że niezdrowo jest nic nie robić, ale jeżeli mama jest w takim okresie, że wie, że za jakiś czas wróci do swojej pasji, a teraz poświęca się dziecku, bo tak po prostu czuje i chce, a nikt jej nie każe,  to jest w porządku. Dobrze, jeżeli mama będzie dbała o ruch i zdrowe jedzenie, bo właśnie o to się rozchodzi. Nikt nie musi mieć super formy od razu i nie wiadomo jak ćwiczyć, żeby mieć six-pack. Każdy ma swoją drogę.

Jak zmobilizujesz osobę, która to teraz czyta i potrzebuje motywacyjnego kopa do działania?

Jedno z moich ulubionych haseł motywacyjnych brzmi: jeśli myślisz, że nic nie możesz zrobić, to zmień myślenie i po prostu to zrób. Są różne sposoby motywacji i na każdego działa coś innego, ale najważniejsze to zacząć, a potem w tym wytrwać.

 

Klaudia życzę Ci powodzenia w realizowaniu kolejnych planów i nieustającego zapału do motywowania siebie i innych. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Jeśli jeszcze nie polubiliście fanpage’u Klaudii, to koniecznie musicie to zrobić

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *