Nocna zmiana

Nocna zmiana

Po całym dniu błogiego wszystkorobienia nareszcie nadszedł wieczór. Po spojrzeniu na zegarek stwierdzam, że właściwie to noc, ale nie narzekam, że czas dziś szybko minął, bo w końcu zbliża się chwila błogiego relaksu. Sen. Tego dnia po raz pierwszy zgadzam się z mężem, kiedy mówi, że najwyższy czas iść spać. Dla niego oznacza to, że po prostu idzie spać, a dla mnie, że czas zrobić wszystko, żeby móc iść spać.

Włączam więc tryb multifunction mama, czyli zbieraczka, konserwator powierzchni płaskich, zmywarka, ogarniaczka i stróż nocny w jednym. I jak nakazuje codzienny rytuał, zbieram porozrzucane po całym domu brudne ubrania, zabawki dziecka i psa, myję naczynia i ogarniam kuchnię, zamiatam i wycieram co się da, robię obchód, zamykając okna i drzwi, gaszę światła, głaszczę psa na dobranoc i ogarniam siebie, a na koniec sprawdzam pozycję śpiącego Dzidzulka w łóżeczku. Wyciągam jej nóżki spomiędzy szczebelków, przykrywam kocykiem i całuję, delektując się dzidziusiowym zapachem. Jeszcze tylko krem do rąk. Niezwykle ważna rzecz w mojej szafce nocnej. W trakcie zmywania naczyń, o gumowych rękawicach przypominam sobie zazwyczaj, kiedy odkładam ostatnią szklankę na suszarkę, tak więc przed pójściem spać nadrabiam kilkoma warstwami kremu i liczę na to, że do rana papier ścierny zniknie z moich dłoni.

Teraz idę spać, a właściwie, kładę się, bo spać idę już od godziny. Przytulam się do poduszki, nakrywam kołdrą i wybieram najwygodniejsza pozycję, czyli plackiem na brzuchu. Leżę, ale jeszcze nie usypiam. Myślę, czego nie zrobiłam i po chwili uświadamiam sobie, że nie zasunęłam szuflady, chowając do niej krem, ale jest już za późno… odpływam. Czuję, jak każdy centymetr mojego ciała się odpręża, a wszystkie myśli wyciszają. Jest cicho, jest ciemno, jest pięknie.

Ta chwila jednak nie trwa długo. Słyszę ciumcianie, ale czekam z nadzieją, że zaraz ucichnie. Czekam dalej i myślę, że chyba jestem wyrodną matką, ale nic nie poradzę, że uwielbiam spać. „Jeszcze trochę” – proszę bezgłośnie, przecież dopiero się położyłam. Niestety ciumcianie przeobraża się w głośny płacz. Wyskakuję więc spod kołdry, jak poparzona, chcę być przy łóżeczku jak najszybciej, ale nim stawiam nogę na podłodze uderzam się o otwartą szufladę.

Qrwa jak boli! Mam ochotę krzyczeć! Ale opanowuję się. Nie przy dziecku. Ból jest jednak silniejszy. Odwracam głowę w obawie, że moja pięciomiesięczna córka zrozumie wykrzykiwane przeze mnie przekleństwa i wiązanka wyrazów nieprzyzwoitych wydobywa się szeptem z mojego gardła, niczym amunicja z karabinu maszynowego.  Nie wiedziałam, że mój słownik łaciny jest taki bogaty. Gestykuluję przy tym energicznie, jak Ace Ventura podczas walki z mistrzem plemienia Wachootoo, kiedy włócznia wbija mu się w nogę.

Po chwili łapię głęboki oddech i z poczuciem ulgi zaglądam do łóżeczka. Widzę najpiękniejszą buzię na świecie, która na mój widok przestaje płakać i szeroko się uśmiecha, szczerząc do mnie różowe dziąsła. W momencie zapominam, że jestem zmęczona i że boli noga. Ten uśmiech rekompensuje wszystko. Mam ochotę tak stać i patrzeć na nią całą wieczność. Albo nie. Lepiej będzie, jak wezmę ją w ramiona. Podnoszę więc to kruche ciałko i tulę do siebie. Przyciskam twarz do cieplutkich policzków i razem fufamy sobie cichutko przez chwilę. Próbuję nacieszyć się każdą sekundą spędzoną razem, by po odłożeniu Dzidziulka z powrotem do spania, znów zacząć tęsknić

 

 



28 thoughts on “Nocna zmiana”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *